To forum używa cookies
To forum wykorzystuje pliki cookie do przechowywania danych logowania. Pliki cookie to małe dokumenty tekstowe przechowywane na komputerze. Pliki cookie ustawiane na tym forum mogą być używane tylko na tej stronie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Pliki cookie na tym forum śledzą również określone tematy, które przeczytałeś i kiedy je ostatnio przeczytałeś. Potwierdź, czy akceptujesz lub odrzucasz ustawienia tych plików cookie.

Ciasteczka zostaną zapisane w Twojej przeglądarce

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

[-]
Tagi
obozom” profesor odpór chodakiewicz „polskim

Profesor Chodakiewicz. Odpór „polskim obozom”
#1
Profesor Chodakiewicz. Odpór „polskim obozom”

[Obrazek: 02.jpg]

Poproszono mnie niedawno o opinię na temat propagandowej kliszy rozplenionej na Zachodzie – dotyczącej tzw. polskich obozów koncentracyjnych. Mówiłem i pisałem o tym wielokrotnie. Ale teraz następują pewne zmiany. Ludzie zaczynają się oddolnie ruszać, a i władze państwowe nie są już sympatycznie czy nawet obojętnie nastawione do tej potwarzy.

Pytanie 1: Czy słyszał Pan o zorganizowanej przez polskich internautów akcji „GermanDeathCamps”? Chodzi o przeprosiny niemieckiej telewizji ZDF za użycie sformułowania „polskie obozy”. Przeprosiny skierowane są do byłego więźnia Auschwitz, Karola Tendery, który wywalczył je w sądzie. Niemiecki nadawca publiczny opublikował je jednak w mało widocznym miejscu. Internauci zamieszczają na stronach ZDF wpisy z hasztagami „GermanDeathCamps”. Niemiecka telewizja nazwała takie posty „spamem”, a ich autorom grozi blokadą.


MJC: Tak, słyszałem. Świetnie, że pospolite ruszenie działa. Wygląda na to, że niektórych jego przedstawicieli znam – gościli mnie w Wielkiej Brytanii, gdzie miewam wykłady. Teraz warto sprofesjonalizować to: podać do sądu, zrobić pikiety, wyprodukować filmiki dla YouTube (miniprasówki i kreskówki) oraz poważne dokumenty na temat źródła uprzedzeń wyrażających się w określeniu „polskie obozy”. A jak to nie pomoże, to jest przecież możliwość pikiety, bojkotu, a nawet cyberuderzenia przeciwko szkalowaniu. Jestem pewien, że wśród pospolitego ruszenia są też i hakerzy. Najlepiej w takich jurysdykcjach, które nie deportują za cyberataki do krajów poszkodowanych. Proszę pamiętać o tzw. public diplomacy, czyli metodzie przemawiania ponad głowami rządu wprost do obywateli, oraz o tzw. people diplomacy, czyli o możliwości zaapelowania przez aktywistów oddolnej inicjatywy wprost do obywateli państwa, w którym te bezeceństwa bezkarnie się dzieją. Nawet do Niemców.
W obecnej chwili w RFN powrócił popularny stereotyp Lügenpresse, czyli łże-prasy. Wielu Niemców jest przekonanych, że media kłamią. Szczególnie widoczne było to po serii gwałtów i molestowań seksualnych w noc sylwestrową 2015/2016 w Kolonii. Media nabrały wody w usta; władze zresztą też. Trzeba Niemcom dostarczyć dowodów, że media niemieckie kłamią również o Polsce. Nie będzie to tak popularne jak kłamstwa o muzułmańskich imigrantach, ale polska narracja ma szanse wpisania się do wzorca narracji o niemieckiej łże-prasie, a więc coś tam się przebije. Naturalnie inną narrację trzeba stosować w każdym z krajów docelowych – czy to w Danii, czy Wielkiej Brytanii, czy Holandii bądź Francji, nie mówiąc już o USA. Stąd powinni to robić tamtejsi Polacy, a rodacy znad Wisły powinni przyłączyć się do takich akcji jak zagon Lisowszczyków! Po prostu bić w ten sam bęben wytyczony w każdej z docelowych jurysdykcji. Dostosowywać narrację do okoliczności i wymagań – i wspólnie po oczach. Można naturalnie wszystko dozować: na przykład najpierw krótkie i kulturalne listy oraz apele z prośbą o sprostowanie. A jak nie zadziała, to totalna ofensywa wielopoziomowa.

Pytanie 2: Krótko przed dzisiejszą 72 rocznicą wyzwolenia Auschwitz ukazała się książka Marka Łuszczyny „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. Polskie wydanie tygodnika „Newsweek” przeprowadziło wywiad z autorem, zatytułowany „Polskie obozy istniały…” Problem w tym, że zarówno reportaż Łuszczyny, jak i artykuł w „Newsweeku” odnoszą się do obozów założonych na ziemiach polskich po wojnie przez komunistów… Czy to celowa prowokacja? Czemu ma to służyć?

MJC: Jest to przede wszystkim próba zaszczepienia na gruncie polskim politycznie poprawnych konwencji, które obowiązują na Zachodzie. Naziści nie mają narodowości, natomiast wszystko, co miało miejsce w Polsce, jest naturalnie winą Polaków. I tak na przykład zrównuje się Polskę z Czechosłowacją w sprawie wyrzucenia po wojnie Niemców. A przecież Czechosłowacja to było państwo demokratyczne i dekrety prezydenta Beneša w sprawie ekspulsji miały pełne poparcie Czechów, którzy wykonali tę operację z niezwykłym okrucieństwem. Przypomnijmy, że Czechosłowacja była wtedy demokracją parlamentarną.
Natomiast w Polsce wywalanie Niemców się podobało, ale nie decydowała o tym parlamentarna większość, lecz Stalin i jego tubylczy pachołkowie – komuniści. To samo dotyczy obozów w Polsce po 1944 roku. Były to obozy komunistyczne. Gdyby RP była wolna, to można byłoby mówić, że to obozy polskie, o ile takowe by powstały. Ale nie była wolna, więc były komunistyczne. Nawet jeśli personel był polskiego pochodzenia. A jeśli nie? Z tymi „polskimi obozami” to nie radzę się podstawiać, bo ktoś sobie przypomni, że wśród komendantów znalazły się takie bestie jak Salomon Morel. I tym sposobem środowisko piszące o „polskich obozach” okaże się antysemickie. Można zresztą zapytać ekspertów takich jak Mateusz Wyrwich o szczegóły. A na razie trzeba pamiętać, że konwencja świetnie się sprzedaje na Zachodzie, a prowokacja powoduje rozgłos i napędza sprzedaż produktu. Tak więc może lepiej nie gadać i nie pisać o takim badziewiu, nie wymieniać autora z nazwiska ani szmaty, która mu to puszcza. Niech się kiszą we własnym tolerancjonistycznym, globalistycznym sosie.

Pytanie 3: Zarówno Niemcy, jak i Żydzi używają sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Kilka miesięcy temu pod polskim konsulatem w Nowym Jorku odbyła się pikieta pod przewodnictwem rabina Friedmanna. Oskarżano Polaków o Holokaust, powtarzano hasło „polskie obozy”, rozpowszechniano broszurki z cytatami z publikacji J. T. Grossa. Dlaczego zarówno Niemcy, jak i Żydzi w pewnym sensie oskarżają Polaków o Holokaust? Wydaje się, że obu narodom przyświecają w tej kwestii inne cele.

MJC: Nie tylko Niemcy i Żydzi, ale właściwie wszyscy tzw. wykształceni na Zachodzie plotą o „polskich obozach koncentracyjnych” w czasie II wojny. Alternatywna narracja właściwie nie istnieje albo jest zupełnie niszowa, a najczęściej niszczona pomówieniami o „nacjonalizm”, „rasizm”, „ksenofobię” czy „antysemityzm”.
Dlaczego „oskarża się Polaków o Holokaust”? Bo można. Polska była w klatce prawie pół wieku, a polską elitę wymordowano, prześladowano, stłamszono i spauperyzowano. Dopóki Polacy nie nauczą się, jak się gra w tę grę, będą dostawali baty. Czyli dopóki nie wygeneruje się elity zdolnej do podjęcia wielopoziomowej polemiki z kłamstwem, będzie, jak jest.
Jeśli pyta Pani jednak o mechanizmy tego, co powoduje, że bezkarnie „oskarża się Polaków o Holokaust”, to sprawa jest również prosta. Niemcy Zachodnie stały się sojusznikiem USA ok. 1949 roku. I wtedy naziści utracili swoją narodowość. Sowieci zrobili to samo dla Niemiec Wschodnich. Przecież w PRL przestano w tym czasie badać zbrodnie niemieckie. I po łebkach „badano” zbrodnie „hitlerowskie”. Bo przecież Hitler był winny i „hitlerowcy”, a nie Niemcy. Prawda? Była więc to sprawa praktyczności, korzyści i oportunizmu (expediency) dla Waszyngtonu i Moskwy.
Niemiecka polityka historyczna przyszła dopiero potem i zbijała interesy na właśnie tym sojuszniczym posunięciu. A trzeba pamiętać, że oprócz bodźców zewnętrznych odzwierciedlała ona też i manewry wewnętrzne. Nikt nie był przecież nazistą. Tylko Hitler był winny. Dlatego Niemcy zachodni zaczęli uroczyście święcić swoją klęskę i okupację przez Stany Zjednoczone. I twierdzić, że było to wyzwolenie – Niemców od nazizmu. Tylko naziści mogliby się nie zgodzić z taką narracją. A tych, jak wiadomo, w Niemczech nie było. Trzeba było ich znaleźć gdzie indziej. Dlaczego nie w Polsce? Jeśli Polacy to naziści, to w takim razie każdy inny też mógł był nimi być. I wina za Holokaust spadała po równi na każdego. A jak każdy był winny, to właściwie nikt nie był. Albo, alternatywnie, trzeba też było winę wyabstrahować: zamiast na jednostki odpowiedzialne, zwalić na system ideowy, który spowodował antysemityzm. I naturalnie wybrano chrześcijaństwo i tradycję, a nie neopogaństwo i narodowy socjalizm. Jak antysemici, to znaczy chrześcijanie. Oni rzekomo ponosili winę za Holokaust. Zniszczenie chrześcijaństwa i tradycji jako narzędzi intelektualnych Holokaustu było kontynuacją odwiecznych wysiłków lewicy w nowej narracji, gdzie jako wymówkę wykorzystano bestialską eksterminację europejskich Żydów. Stąd there is no poetry after Auschwitz, który był naturalnie polski. QED.

Pytanie 4: Jak można walczyć z rozpowszechnianiem „kłamstwa oświęcimskiego”? Ostatnio jeden z polskich posłów spotkał się z unijnym komisarzem Fransem Timmermansem, wręczając mu broszurkę informującą, że obozy koncentracyjne w czasie II wojny światowej stworzyli właśnie Niemcy. Poseł PiS zapowiedział, że będzie kontynuował akcję informowania europejskich polityków o tym, jak było naprawdę.

MJC: Jest wiele sposobów. Niektóre wymieniłem, mówiąc o pospolitym ruszeniu. Ponadto za każdym razem, gdy gdziekolwiek na świecie pojawia się określenie „polskie obozy koncentracyjne”, posyła się sprostowanie, domaga się jego publikacji, a w razie odmowy stosuje się akcję bezpośrednią – od podawania do sądu, przez pikiety i bojkot, aż do cyberwojny. Oprócz tego za każdym razem polski MSZ wzywa na dywanik ambasadora Izraela i zachęca do wydania wspólnego komunikatu na temat rewizjonizmu historycznego czy wręcz negacjonizmu. To powinno było się stać natychmiast, jak wybuchła afera z Jedwabnem. Ale post-Polacy wśród elit nie chcieli ani nie potrafili zrozumieć, na co się zbiera. Dalej: tworzy się programy badawcze i publikuje po angielsku ich wyniki na temat rasizmu i szowinizmu odzwierciedlającego się w stwierdzeniu „polskie obozy koncentracyjne”, ze wszelkimi tego implikacjami. Piszę się prawdę o stosunkach polsko-żydowskich, w sposób spokojny.
W końcu należy wynająć do pracy zachodnich specjalistów od komunikacji strategicznej, którzy potrafią takie sprawy sprzedać zachodnim tzw. wykształconym. Jest to bardzo prosta sprawa, mówię o tym i piszę od lat, tylko jeszcze nie ma w Polsce zrozumienia, że tego typu akcje muszą być przeprowadzane wielopoziomowo i na cały gwizdek. I że to dużo kosztuje. A jak tego Państwo nie zrozumiecie, to co najwyżej będzie dalej para w gwizdek i dalsze kazanie do chóru przez dobrych ludzi, którzy – mimo że brzmią przekonywająco nad Wisłą – nie potrafią się zupełnie odnaleźć w realiach Zachodu.

Marek Jan Chodakiewicz

źródło
Kto nie pamięta historii skazany jest na jej ponowne przeżycie - George Santayana
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Menu