To forum używa cookies
To forum wykorzystuje pliki cookie do przechowywania danych logowania. Pliki cookie to małe dokumenty tekstowe przechowywane na komputerze. Pliki cookie ustawiane na tym forum mogą być używane tylko na tej stronie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Pliki cookie na tym forum śledzą również określone tematy, które przeczytałeś i kiedy je ostatnio przeczytałeś. Potwierdź, czy akceptujesz lub odrzucasz ustawienia tych plików cookie.

Ciasteczka zostaną zapisane w Twojej przeglądarce

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

[-]
Tagi
kolekcjonera małego wielkie wyzwania

Wielkie Wyzwania Małego Kolekcjonera
#1
[Obrazek: kogelmogel1.jpg]


Wielkie Wyzwania Małego Kolekcjonera


    Moda Vintage staje się coraz bardziej popularna. Dotychczas szła ona w ścisłej parze z estetyką pin-up, alb z drugiej strony ograniczała się tylko i wyłącznie do lat osiemdziesiątych, jednak daje się zauważyć coraz większe zainteresowanie różnymi dekadami XX wieku.
   
    Zainteresowanie to nie kończy się jednak już tylko nad współczesnymi wariacjami na temat – czym można by nazwać całą modę retro- ale coraz częściej Polki sięgają po autentyczne, epokowe ubrania.
Istnieje jednak jeszcze wiele do zrobienia w kwestii poszerzania świadomości na ten temat. W dalszym ciągu brakuje specjalistycznej literatury w języku polskim i musimy się ograniczać do dość pobieżnych opracowań opisujących tylko i wyłącznie sylwetki, tylko i wyłącznie ubrań klasy wyższej.  Historii mody XX wieku w Polsce, po prostu nie traktuje się zbyt poważnie, mając podejście, że są to po prostu babcine ubrania, a analizowanie tychże nie przystoi naukowcom. Oczywiście są od tego wyjątki, jak książka o modzie okupowanej Francji, ale zdarzają się też spektakularne buble, które zdają się być spisane na kolanie, powtarzają powszechnie znane mity (takie jak rzekome „zrzucanie gorsetów” w latach dwudziestych XX wieku), bądź biorą pod uwagę trzy pisma na krzyż i wyrabiają sobie na tej podstawie opinię o tym, co i jak noszono.
     
     Książki jednak nie są wszystkim, podobnie jak wystawy, na których ukazywane są nie tyle ubrania reprezentatywne dla epoki, co dzieła znanych projektantów, na które mogła sobie pozwolić garstka wybrańców z odpowiednio zasobnymi portfelami.
   
     Tymczasem takich ubrań w lumpeksach raczej nie znajdziemy, chyba, że mamy wyjątkowe szczęście, ale najczęściej są to rzeczy zakupione dawno temu przez bogatych ludzi i kupowane po latach na aukcjach przez innych bogatych ludzi. To jednak nie przekreśla szansy na znalezienie w second-handzie ubrań, których wartość może opiewać na setki złotych. Nie będą to jednak suknie Diora, ale ubrania z Horrockses, Lilli Ann, czy ILGWU.
   
     Najczęściej jednak trafimy na towar bez metek, uszyty przez krawcową, albo w domowych warunkach, co nie znaczy, że taka rzecz jest bezwartościowa, czy źle uszyta. Z powodzeniem może stać się ozdobą w waszej szafie, czy zastrzykiem gotówki dla waszego portfela. Czy zatem warto brać sukienkę vintage ze sobą, tylko dlatego, że jest powiedzmy z lat czterdziestych, a kompletnie na nas nie pasuje, albo jest zniszczony? Zawsze można ją odsprzedać, czy oddać komuś, dla kogo będzie ona miała jakąś wartość, czy to praktyczną, czy kolekcjonerską, a dodatkowo uratować przed przerobieniem na szmaty ładnego kawałka historii.
    
     Przygarniając takie cudeńko pod swój dach musimy zdecydować, czy z nami zostanie czy też nie. Jeśli nie sprawa jest prosta, wystarczy dokładnie opisać stan odzieży i puścić ją w świat. Jeśli zaś ma z nami zostać i chcemy ją nosić, to czasem będziemy musieli coś w niej naprawić.
   
     Najłatwiejszą sytuacją są pęknięte szwy. Nawet jak są bardzo duże wystarczy iść śladem, którym biegła nić i łatwo przywrócić ubranko do stanu pierwotnego.
   
     Bardziej problematyczne są dziury. Te maleńkie milimetrowe, których łatanie narobiłoby więcej szkody niż pożytku, najlepiej zabezpieczyć bezbarwnym lakierem do paznokci. Dzięki temu ubranie nie będzie dalej się niszczyć, nawet w praniu.
   
     Większe dziury możemy spróbować ukryć zaszewkami, na przykład przesuwając szwy, bądź załatać przytwierdzając do tyłu materiał o podobnym kolorze. Rozwiązaniem epokowym, zalecanym w wielu przedwojennych magazynach jest zasłonięcie dziur haftami (rada dla leniwych: można użyć gipiurowych aplikacji).
   
     Pod wpływem słońca ubrania często ulegają dekoloryzacji. Nie da się tego nijak doprać ani uratować odplamiaczem. O ile mamy do czynienia z włóknem naturalnym, bądź sztucznym – nie mylić z syntetycznym – będziemy w stanie zafarbować ubranko. Farbujemy oczywiście na kolor ciemniejszy niż pierwotny, w przeciwnym razie kolor ulegnie lekkiej zmianie odcienia a dekoloryzacje, czy uporczywe plamy nadal będą widoczne.  
   
     Podobnie męczące w usuwaniu są plamy pod pachami. Wbrew pozorom nie powstają one na skutek nadmiernego pocenia się… a przez używanie dezodorantów, czy innych środków zawierających aluminium. To właśnie glin brudzi ubrania na żółtawo, co w wielu przypadkach będzie bardzo trudne do usunięcia. Istnieją jednak środki, które mogą pomóc w walce z aluminium. Jest to na przykład odplamiacz Dr. Beckmann, który rozprowadzamy pod pachami, czekamy na godzinę, po czym pierzemy normalnie nasze ubranie. W większości przypadków plamy znikną, albo zbledną, nawet, jeśli mają 80 lat.
   
     W wypadku vintage’owych cekinów żelatynowych, które się roztopiły, najlepiej zetrzeć je na mokro szczoteczką do zębów z miękkim włosiem – nie trzeć mocno, bo to może uszkodzić materiał, do którego cekin był przyszyty.
   
     Kwestia suwaków jest dość specyficzna. O ile z metalowymi najczęściej nie ma większych problemów, czasem tylko są zardzewiałe i wówczas koniecznie trzeba wymienić je na nowe, tak by nie poplamiły na rudo całego ubrania, tak wczesne, nylonowe zapięcia mają tendencję do chodzenia bardzo ciężko, bądź nie chodzenia w ogóle. Są strasznie kłopotliwe. Oczywiście szukając na etsy można znaleźć ich epokowe zamienniki, chodzące równie ciężko, jednak można wymienić je po prostu na metalowe, czy współczesne, plastikowe. Chodzi o to, że w ubraniu mamy czuć się dobrze, a nie żeby było ono eksponatem muzealnym.
  
     Naprawy oczywiście są wielką trudnością, jednak, wpierw trzeba mieć co naprawiać. Najczęściej mamy do czynienia z odzieżą współczesną, z lat 90-tych, bądź 80-tych. Im starsze ubrania, tym trudniej je znaleźć. Odnośnie datowania już wielokrotnie się wypowiadałam i mogę was odesłać do swojego bloga. Problemem, który dzisiaj poruszę, będzie raczej to, że moda nie jest tak jednotorowa jak zdawałoby się myśleć. I tak lata dwudzieste to nie tylko stroje flapperek, lata trzydzieste nie tylko hollywoodzkie syreny, lata czterdzieste to nie tylko charakterystyczna linia ramion. Moda zmieniała się niezależnie od równych dziesięcioleci i była także uzależniona od warstw społecznych – wielokrotnie ludzi nie było stać na najnowsze trendy i z konieczności ekonomicznej zostawali przy starych ubraniach. Ubrania różniły się także w zależności od kontynentu czy kraju.  Ze względu na brak sieciówek we współczesnym rozumieniu trendy nie rozprzestrzeniały się globalnie, pozwalając na rozwój bardziej lokalnych stylów – niejednokrotnie inspirowanych folkiem – w przedwojennej Polsce była to moda na ludowe hafty.
    
    Sylwetki nie były więc tak ujednolicone jak wydawałoby się to odczytywać z różnych tablic na temat historii mody.  Niektóre trendy docierały w różne miejsca w różnym czasie. I tak w Polsce w 1938 roku sukienki były jeszcze dość długie, w przeciwieństwie do swoich równolatek z Francji, czy Niemiec, które bardziej wyglądały już jak stroje kojarzące się z latami czterdziestymi.  Określenie dokładnego roku powstania ubrania jest więc trudne, dekady często przenikają się ze sobą. Datowanie to więc bardziej powiedzenie, że to ubranie wygląda na takie i takie lata i powstały w okolicy tych lat.
     
     Problemów dostarczają też bardziej współczesne inspiracje. W latach sześćdziesiątych wróciły fasony stylizowane na lata dwudzieste. W latach siedemdziesiątych – moda na lata trzydzieste. W latach osiemdziesiątych – lata czterdzieste. W latach dziewięćdziesiątych niestety nie wróciły lata pięćdziesiąte.
    
     Ubrania te, z lat 1960-1980 można jednak odróżnić od swoich babć i matek.
    
     Jedną z cech determinujących, że mamy do czynienia z czymś nowszym jest zastosowanie poliestru, który pojawił się na początku lat pięćdziesiątych. Sukienka z poliestru wyglądająca na lata 40-te na pewno nimi nie jest.
    
     Kolejną wskazówką może być metka informująca o tym, jak dbać o dane ubranie. Pojawiły się one dopiero w latach siedemdziesiątych, toteż ubranie z lat trzydziestych na pewno nie będzie ich mieć.  Determinującym może być też szew overlockowy, który do lat sześćdziesiątych bardzo sporadycznie pojawiał się w odzieży damskiej.
   
     Najpopularniejsze są sukienki retro w stylu lat czterdziestych, wyprodukowane w latach osiemdziesiątych. Pełno ich na imprezach rekonstrukcyjnych. Dla laika są nieodróżnialne od ich pierwowzorów, jednak różnicę widać już w samym kroku. Sukienki z lat czterdziestych praktycznie nie występowały z gumką w pasie, chyba, że były to domowe fartuszki. Sukienki dzienne miały być maksymalnie dopasowane do sylwetki, toteż nie pozwalano sobie na użycie gumki, która sprawiała, że górna część ubrania była dość workowata.
  
     Poduszki w ramionach także były znacznie mniejsze i mniej przerysowane, nie deformowały sylwetki tak, jakby była wyrabiana na sterydach. Można łatwo zobaczyć różnicę między nimi. Te starsze były czworoboczne, często przypinane do ubrania za pomocą zatrzasków, albo lekko przyszytą – w praniu były po prostu usuwane. Upychano w nie watę, filc, albo skrawki materiału. Te nowsze są zrobione z gąbki i znacznie lepiej umocowane.
   
     Sukienki z lat siedemdziesiątych stylizowane na lata trzydzieste najłatwiej rozpoznać za pomocą metek i wykończenia overlockowego, którego w 1930sach praktycznie nie stosowano w odzieży damskiej. W samym kroju należy zwrócić uwagę na popularny w latach siedemdziesiątych kołnierz typu śledź, który stosunkowo rzadko występował w latach trzydziestych. Suwaki w latach siedemdziesiątych były już często nylonowe, albo bardzo długie metalowe. W trzydziestych ubrania zapinano jeszcze na zatrzaski i haftki, suwak, o ile występował, był krótki, metalowy i ukryty z boku ubrania.


[Obrazek: poliloli1.jpg]

"Wielkie Wyzwania Małego Kolekcjonera" były częścią mojej prelekcji, której można było wysłuchać w sobotę na Targach Vintage i Retro Kogel Mogel, w Dolnych Młynach w Krakowie.


[Obrazek: kogelmogel2.jpg]


Podobał się wpis? Będę wdzięczna za kawę: KLIK!

dextella
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Menu