To forum używa cookies
To forum wykorzystuje pliki cookie do przechowywania danych logowania. Pliki cookie to małe dokumenty tekstowe przechowywane na komputerze. Pliki cookie ustawiane na tym forum mogą być używane tylko na tej stronie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Pliki cookie na tym forum śledzą również określone tematy, które przeczytałeś i kiedy je ostatnio przeczytałeś. Potwierdź, czy akceptujesz lub odrzucasz ustawienia tych plików cookie.

Ciasteczka zostaną zapisane w Twojej przeglądarce

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

[-]
Tagi
iii tajemnica lebensborn rzeszy mroczna

Lebensborn: Mroczna tajemnica III Rzeszy
#1
Lebensborn: Mroczna tajemnica III Rzeszy

Żadna ze struktur nazistowskich Niemiec nie była owiana tajemnicą w takim stopniu, jak program „Lebensborn” – esesmański eksperyment wprowadzony w celu stworzenia nowej rasy panów. Jej szeregi miały zasilić także dzieci z okupowanej Polski

[Obrazek: 00060YQ0M9FGYKVP-C122-F4.jpg]

Gwałtowny spadek liczby urodzeń w Niemczech na początku lat 30. XX wieku poważnie zaniepokoił „ojców narodu”. Kraj przygotowywał się wówczas do ekspansji, a co za tym idzie, do ustalenia nowego podziału świata. Führer zakładał, że do 1945 roku liczebność narodu niemieckiego wzrośnie do 120 mln ludzi.

By zwiększyć wskaźnik dzietności, nazistowscy teoretycy do spraw rasy zachęcali obywateli do kontaktów pozamałżeńskich, chcieli również wprowadzić wielożeństwo. Drugą żonę, zdaniem Hitlera, mógł posiadać oficer SS – kawaler Krzyża Rycerskiego.

Hasłem przewodnim programu „Lebensborn” („Źródło życia”), wzywającym niemieckie kobiety do udziału w zwiększeniu liczebności Rzeszy, stało się zawołanie: „Podaruj dziecko Führerowi!”.

Wspomnienia oficera SS

- Tysiące Niemek fanatycznie oddanych przywódcy III Rzeszy odebrały to wezwanie dosłownie – chciały mieć dziecko z Hitlerem – twierdzi były SS-Obersturmbannführer Walter Schulke. – Dzięki Bogu, nie wziąłem udziału w tym dziwacznym eksperymencie, w którym zachęcano do kontaktów pozamałżeńskich – mówi Schulke.

– Mój batalion SS ciągle zmieniał swoją dyslokację. Przemieszczaliśmy się z północy Francji, skąd rakietami typu V ostrzeliwaliśmy Londyn, do wschodnich granic Rzeszy. Moja służba była tak intensywna, że nie było czasu na nawiązywanie znajomości z kobietami. Poza tym rola samca reproduktora wyjątkowo mi się nie podobała.

- Po raz pierwszy dowiedziałem się o programie „Lebensbornu”, kiedy studiowałem w Berlinie. Instytucja ta powstała w 1935 roku z inicjatywy Reichsführera Himmlera przy Głównym Urzędzie Rasy. Wówczas program ten wywołał gorącą dyskusję w środowisku studenckim.

- Wielu idea Reichsführera wydała się kusząca, mało kto odmówiłby związku z kobietą, który z założenia nie prowadzi do ślubu, a jedynie do poczęcia dzieci. Według kanonów nazistowskich w żaden sposób nie przeczyło to normom moralnym. Jedynym warunkiem dla takiego związku była czystość krwi aryjskiej, nad czym czuwano w resorcie Himmlera.

- Początkowo zezwalano na ciąże jedynie z oficerami SS oraz Wehrmachtu. Byli oni okazami zdrowia oraz gwarantami czystości rasowej. Każdy esesman za punkt honoru przyjął sobie, że podaruje Führerowi minimum czworo dzieci.

- Tak się złożyło, że po ukończeniu uniwersytetu, na prośbę ojca, wstąpiłem do SS i zostałem mianowany na stopień oficerski w elitarnej jednostce. Byłem sceptyczny wobec poczynań Reichsführera, ale trochę interesowałem się przebiegiem tego eksperymentu. Poza tym pomysły Himmlera, tego diabła w okularach, miały swój dalszy ciąg.

- W 1938 roku na mocy rozporządzenia Oberführera SS G. Ebnera otwarto 17 domów samotnej matki. Były one nazywane „himmlerowskimi fabrykami – inkubatorami do produkcji dzieci”. W rzeczywistości to były burdele, w których spotykali się przyszli rodzice – twierdzi Herr Schulke.

Sprawnie działała propaganda na rzecz zwiększenia przyrostu naturalnego, która za cel stawiała sobie między innymi agitację wśród członkiń Związku Niemieckich Dziewcząt oraz Niezamężnych Kobiet. „To wasz obowiązek wobec ojczyzny, waszym zadaniem jest zabawianie żołnierzy Führera wyruszających na front” – wmawiano im.

Dzieci urodzone w domach samotnej matki brało pod swoją opiekę państwo. Za zgodą matek umieszczano je w schroniskach. Każda niemiecka rodzina mogła adoptować malca i otrzymać za to niemałe uposażenie.

[Obrazek: 00060YQTMGFRLQXF-C122-F4.jpg]

Gdy wojna zabierała życie kolejnym tysiącom żołnierzy Rzeszy, ideolodzy ds. rasy zostali zmuszeni do obniżenia wymagań podczas selekcji dzieci. Zezwolono na przyjmowanie do schronisk również malców w wieku do 6 lat, którzy nie byli rodowitymi Niemcami.

Najważniejszym założeniem w projekcie Himmlera było stworzenie z dzieci „Lebensbornu” ludzi nowej rasy: – Do 2012 roku, czyli za 70 lat, nowa aryjska rasa panów zetrze z oblicza ziemi wszystkie pozostałe nacje – przekonywał Reichsführer.

Kolejny etap w historii programu rozpoczął się po napadzie Rzeszy na Polskę, a potem ZSRR. Himmler postawił sobie nowy cel: eksterminację i germanizację narodów słowiańskich. Generalny Plan Wschodni zakładał wymordowanie lub wysiedlenie prawie wszystkich Rosjan i znacznej części Polaków.

Około 5 milionów z nich miało pozostać przy życiu jako niewolnicy służący Niemcom. Machina śmierci miała jednak ominąć niektóre dzieci – te, które spełniały kryteria „rasy aryjskiej”. Miały one w ramach programu „Lebensborn” zostać zabrane rodzicom i przewiezione do adopcji w Rzeszy.

Tylko w okupowanej Polsce akcja objęła 200 tysięcy dzieci! Niespełniające kryteriów rasowych trafiały do obozów koncentracyjnych, te, którym się poszczęściło – do specjalnych domów i ośrodków, gdzie poddawano je „praniu mózgów” oraz intensywnej germanizacji.

Kiedy maluchy tam trafiały, otrzymywały nowe, niemieckie imiona i nazwiska. Większość jasnowłosych dzieci zostawała potem adoptowana przez „godne zaufania” niemieckie małżeństwa. Po wojnie udało się odnaleźć zaledwie 30 tysięcy z porwanych dzieci...

[Obrazek: 00060YQGPIDDQKOP-C122-F4.jpg]

Poszukiwane blondynki o niebieskich oczach

W Rzeszy brakowało potencjału ludzkiego do reprodukcji „wielkiego narodu”. Z tego powodu odpowiednie służby zaczęły przemocą wywozić z terenów okupowanych dziewczęta i kobiety o nordyckim wyglądzie. Miały one być do dyspozycji żołnierzy i oficerów SS.

Dzieci, które rodziły się w wyniku tych kontaktów, odbierano matkom i odsyłano do schronisk „Lebensbornu”. Niemiecka agentura zgromadziła informacje o młodych kobietach z niebieskimi oczami, a członkowie Sonderkommando jeździli pod wskazane adresy, zabierali dziewczęta, wśród których były również niepełnoletnie, i oddawali je w ręce oficerów hitlerowskich jednostek SS i Wehrmachtu.

Skąd u Helgi słowiańska krew?

Dzisiaj dzieci „Lebensbornu” mają blisko 80 lat. Wiele z nich nie zna swoich korzeni i nie domyśla się swego pochodzenia – uważają się za stuprocentowych Niemców. W trakcie procesu adopcyjnego nadawano im nazwisko rodziców przysposabiających, zaś ich wcześniejsze wspomnienia stopniowo zacierały się w pamięci. I tylko czasem jakaś babcia Helga dziwi się, skąd w jej rodzinie słowiańskie rysy?

Kobieta nawet nie przypuszcza, jaka krew płynie w jej żyłach. To sama natura zdradza tajemnicę „Lebensbornu”. Ustalenie tożsamości rodziców biologicznych mało komu się udaje. Prawie wszystkie dokumenty, które mogłyby rzucić światło na te sprawy, zostały zniszczone przez nazistów w 1945 roku.

[Obrazek: 00060YRKWQXJUMMA-C122-F4.jpg]

A jak wynika z obliczeń badaczy, w czasie okupacji wywieziono do Niemiec ze wszystkich krajów słowiańskich ćwierć miliona dzieci – zdecydowaną większość z ziem okupowanej Polski. Oto losy kilkorga z nich...

Los dzieci „Lebensbornu”

Alojzy Twardecki urodził się w 1938 roku w Rogoźnie w starej polskiej rodzinie szlacheckiej. Rok później wybuchła wojna, a jego ojciec – oficer ułanów – zaginął bez wieści. Gdy miał pięć lat, Niemcy odebrali go matce i razem z kuzynem Leonem zawieźli do ośrodka wychowawczego w Kaliszu.

Tam zmieniono mu imię i nazwisko na Alfred Hartmann, a później wywieziono do Koblencji, gdzie został adoptowany przez tamtejszą rodzinę. Do roku 1949 żył w przeświadczeniu, że jest rodowitym Niemcem, a II wojnę światową wywołali Polacy.

Kiedy Czerwony Krzyż odnalazł chłopca i przedstawił jego prawdziwą historię, Alfred (Alojzy?) uznał całą sprawę za nieporozumienie i pojechał do Polski, by je wyjaśnić. Dopiero tutaj poznał prawdę o niemieckich przestępstwach wojennych i... postanowił zostać. Tę decyzję przyspieszył też niewątpliwie fakt, iż komunistyczne władze pozbawiły go niemieckiego paszportu.

[Obrazek: 00060YS74DIGRG1T-C122-F4.jpg]
Ośrodek Lebensborn w bawarskiej miejscowości Steinhöring /materiały prasowe

W nowej–starej ojczyźnie powtórnie nauczył się języka, skończył studia, doczekał trójki dzieci i został działaczem na rzecz pojednania polsko-niemieckiego. Swoje losy opisał w książce Szkoła janczarów.

Niebieskooki, jasnowłosy Władimir Mażerow w wieku 1 roku i 3 miesięcy trafił do domu dziecka w Rydze, następnie został przewieziony do Lubeki, a w 1944 roku do Klingbergu, który znalazł się w brytyjskiej strefie okupacyjnej.

Matka Władimira, Zinaida Mażerowa, po zwolnieniu z obozu koncentracyjnego dowiedziała się, gdzie przebywa jej syn. Brytyjskie władze okupacyjne odmówiły jednak wydania chłopca.

Zrozpaczona kobieta zwróciła się z prośbą o pomoc do Mołotowa, ministra spraw zagranicznych ZSRR. Ten wykorzystał wszystkie swoje kontakty i Wołodia powrócił do ojczyzny. Przyjął go sam Stalin!

Niezwykła historia – przeniesiona do filmu Agnieszki Holland "Europa, Europa" – stała się udziałem Żyda Ilji Galpierina. Kiedy miał 5 lat, zdołał wydostać się z obławy. Hitlerowcy oszczędzili niebieskookiego blondynka. Ilja długo tułał się po wioskach, prosząc o jałmużnę.

Pewnego dnia na jego drodze stanęli łotewscy policjanci. Aleks – bo tak go teraz nazwano – został „maskotką” batalionu, który wszedł potem w skład legionu SS.

Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, by sprawdzić jego narodowość – malec wyglądał jak prawdziwy aryjczyk. Ilja Galpierin wyznał wszystko swojej żonie i synowi dopiero w 1997 roku. Mieszkał wówczas z rodziną w Australii.

Zbrodnia przeciwko ludzkości

[Obrazek: 00060YSMWY4NYVHT-C122-F4.jpg]

Takich historii było wiele. Nieludzki program Himmlera złamał życie tysiącom niewinnych ludzi. Dzieci oderwane od rodziców przeżyły szok, podobnie jak dziewczęta z terenów okupowanych przez Wehrmacht, przemocą oddawane oficerom SS. Pełniły rolę seksualnych niewolnic.

Po wojnie czekała je ludzka pogarda, niezasłużone miano „niemieckiej dziwki”, w Norwegii golono je na łyso i traktowano jak trędowate. Matka solistki zespołu ABBA Fridy Lyngstad, żeby uniknąć napiętnowania, była zmuszona opuścić Norwegię.

Podczas procesu w Norymberdze poczynania organizacji „Lebensborn” uznano za działalność przestępczą. Jednak jej kierownictwo skorzystało z usług adwokatów. Linia obrony opierała się na założeniu, że była to instytucja charytatywna, która jedynie ratowała dzieci i kobiety przed koszmarem wojny.

Zapomniano choćby o tym, że na „niepełnowartościowych” malcach nazistowscy lekarze przeprowadzali potworne eksperymenty. I choć nie istnieje żadne usprawiedliwienie dla tych zbrodni, sędziowie podczas procesu w Norymberdze wydali wyrok uniewinniający kierownictwo „Lebensbornu”...

>>> źródło <<<
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości